facebook
YouTube

Bóg znalazł mnie na ulicy.

Cieszę się bardzo drogi czytelniku, że mogę podzielić się z tobą świadectwem mojego życia. Obecnie mieszkam w małej niemieckiej wiosce Schwennenz cztery kilometry od polskiej granicy. ale skoro ma to być świadectwo życia to muszę cofnąć się do Szczecina, mojego rodzinnego miasta. W mieście tym spędziłem 35 lat, wyłączając z tego 7 lat pobytu w więzieniach.

Nie mogę pochwalić się szczęśliwą młodością, gdyż ze względu na alkoholizm mojego taty, przeżywaliśmy w domu tragedię. Mama moja, aby zarobić na nasze utrzymanie (mam jeszcze dwie siostry), musiała pracować od rana do wieczora, a ja, korzystając z „wolności”, robiłem co chciałem.

Już w młodym wieku zetknąłem się ze światem przestępczym i środowisko to mi imponowało. Podziwiałem odwagę młodych złodziejaszków i chciałem być co najmniej odważny tak jak oni. Myślałem, że w ten sposób zwrócę na siebie uwagę kolegów i zostanę przez nich zaakceptowany. Myślę, że to mi się udało. Ale moja brawurowa odwaga doprowadziła do tego, że zostałem złapany przez milicję i trafiłem do zakładu karnego. Kiedy koledzy cieszyli się wolnością, ja musiałem przebywać pod kluczem. Tak pragnąłem być kimś w oczach kolegów, a moje notowania spadły, bo przecież dałem się złapać.

W końcu, po 7 latach więzienia, postanowiłem zacząć na nowo żyć. Poznałem dziewczynę, która wkrótce stała się moją żoną. Urodził nam się syn i wtedy chciałem całkowicie poświęcić się tylko rodzinie. Będąc już mężem i ojcem stanąłem przed wielkim wyzwaniem. Jak właściwie troszczyć się o rodzinę? Nikt mnie tego nie nauczył. Nie miałem żadnego przykładu. Obowiązek, który na mnie spoczywał przytłaczał mnie do tego stopnia, że coraz częściej wybierałem towarzystwo kolegów zamiast rodziny. Alkohol pomagał mi wyluzować się i nie myśleć o obowiązkach. Niestety, to niszczyło moją rodzinę. Kiedy na świat przyszedł nasz drugi syn, znowu postanowiłem wziąć się w garść. Wtedy też otworzyła się przed nami możliwość wyjechania do Niemiec. Moja fantazja zaczęła działać na zwiększonych obrotach. Zachód, marki, mieszkanie, samochód. Tam zaczniemy wszystko od nowa. Wielkie oczekiwanie. I nagle, jest możliwość. Żona ze starszym synem wyjeżdża (czytaj ucieka) za granicę. Ja zostaję w kraju z drugim synem. Siedem miesięcy później ja wyjeżdżam. Krótko po moim przyjeździe do Hamburga wszystkie nadzieje runęły. Stwierdzamy razem z żoną, że nie możemy już być razem. Rozchodzimy się.

Zostaję sam w obcym kraju. Bez znajomości języka. Dostałem pokój w domu dla przesiedleńców, a tam spotkałem takich samych ludzi jak ja. Co robić? Napijmy się! Oto rozwiązanie. Każdy następny dzień to schodzenie w dół. Dosłownie – na dół, do sklepu po wino. W głębszym wymiarze – na dno życia.

Ze względu na to, że dostawałem wtedy jeszcze zasiłek dla bezrobotnych, wynająłem samodzielny pokój. Próbowałem jeszcze coś zrobić, jakoś walczyć, ale alkohol już uzyskał władzę nade mną. Musiałem pić. Potrzebowałem więcej alkoholu, a miałem coraz mniej pieniędzy. Pewnego razu nie zapłaciłem za pokój. Miesiąc, dwa. Kiedyś wracam w nocy do domu, a mój klucz nie pasuje do zamka. Zamek został wymieniony. Kilka nocy przespałem u różnych znajomych. W tym czasie czekałem na nowe pieniądze z urzędu zatrudnienia. W dniu, kiedy pieniądze miały przyjść, czekałem już od rana na listonosza pod domem. Listonosz przyszedł, ale pieniędzy dla mnie nie było już więcej. Kiedy znajomi zobaczyli, że nie mam już pieniędzy, zamknęli przede mną swoje drzwi. Zostałem sam. Bez pieniędzy, bez dachu nad głową.

Dwa lata byłem bezdomny. Spałem tam, gdzie się upiłem. Raz był to garaż podziemny, innym razem ławka w parku, często, po prostu ulica. Nie miałem pieniędzy, a musiałem pić. Kradłem więc alkohol w sklepach. Szybko dałem się poznać tym razem niemieckiej policji.

W ciągu tych dwóch lat spotkałem życzliwych ludzi, którzy chcieli mi pomóc, ale nie wiedzieli jak. Stwierdziłem więc, że już nie ma dla mnie ratunku. Po co mam się dalej męczyć? Postanowiłem odebrać sobie życie. Cztery razy próbowałem popełnić samobójstwo. Zawsze coś nie wychodziło. Ostatnim razem – urwała się lina, na której miałem zawisnąć. Planowałem następną próbę, a miała to być już ostatnia. Ukradłem linę w sklepie żeglarskim i teraz wiedziałem, że na niej już się nie zawiodę. Byłem już dobrze przygotowany, czekałem tylko na stosowny moment. Poszedłem jeszcze na stołówkę dla bezdomnych ,aby na koniec zjeść jeszcze zupę. Kobieta z obsługi, razem z zupą przyniosła mi broszurkę pod tytułem „Alkohol a rodzina”. Nie chciałem jej wziąć. Wtedy ta kobieta powiedziała do mnie słowa, których nigdy nie zapomnę: „Henryk, tylko Bóg może ci pomóc”. Jak? Kiedy ja nawet nie wiedziałem czy Bóg istnieje. Sprawdziłem już wszystkie możliwości. Nie było dla mnie ratunku, a ta kobieta mówi, że jest ratunek. Wziąłem więc tą broszurkę i poszedłem do parku czytać. Znajdowały się tam świadectwa alkoholików, którym poprzez modlitwę Bóg dał nowe, wolne od alkoholu życie. Zapragnąłem i ja tego. Poprosiłem Boga na tej ławce, aby dał mi wolność. I co się stało? Po tej modlitwie, potrafiłem pięć dni nie pić. Może nie byłoby w tym nic dziwnego dla normalnego człowieka, ale ja przez dwa lata nie wytrzymałem bez alkoholu więcej jak kilka godzin. Postanowiłem jeszcze raz walczyć. Przez pięć dni unikałem miejsc, gdzie mogłem mieć kontakt z alkoholem. Przestałem chodzić na stołówki dla bezdomnych. Wytrzymałem tylko pięć dni. Znowu wróciłem w to samo środowisko. Od nowa zacząłem pić. Ale poszedłem też do tej kobiety ze stołówki i poprosiłem ją, aby dała mi coś do czytania na temat Boga. Otrzymałem wtedy Nowy Testament. Chociaż w dalszym ciągu piłem, to jednak też siadałem na ławce i czytałem Nowy Testament. 

Jakieś trzy, może cztery tygodnie później, na ulicy, ktoś wetknął mi do ręki ulotkę, która zapraszała na ewangelizację. Nie wiedziałem co znaczy słowo „ewangelizacja”, ale zrozumiałem, że będzie to spotkanie modlitewne, gdzie Bóg będzie uzdrawiał. Postanowiłem tam pójść i jeszcze raz się pomodlić. Kiedy nadszedł ten dzień, wybrałem się tam pijany, ale w sercu miałem wielkie pragnienie prosić Boga o ratunek. Usiadłem w końcowej ławce i zacząłem modlitwę. „Boże! Jeżeli jesteś, daj mi nowe życie”. W tym momencie lina, na której miałem zawisnąć, zaczęła mnie uciskać. Miałem ją zawsze za paskiem od momentu kradzieży. Z jednej strony w umyśle swoim szukałem Boga, który jeżeli jest, mógł dać mi nowe życie, a z drugiej ta lina, która miała pozbawić mnie życia. Nie wiedziałem co zrobić. Byłem tak bezradny, że zacząłem głośno płakać. Nie wiem jak wyglądałem w tym momencie, ale zwróciłem na siebie uwagę ludzi. Kilka osób podeszło do mnie i zaczęli mnie pytać, co mi jest. Wtedy powiedziałem, że jestem alkoholikiem, jestem bezdomny, jestem głodny i przyszedłem tutaj prosić Jezusa o pomoc. Zaproponowali mi, że będą się modlić ze mną. Położyli mi swoje ręce na głowę i ramiona i modlili się. Poczułem wielkie ciepło rozchodzące się po całym ciele i wielkie zmęczenie. Zaraz po tej modlitwie poszedłem spać. Miałem wtedy swoje legowisko w piwnicy pewnego domu gdzie był śmietnik. Obudziłem się dopiero rano.

Kiedy wyszedłem z piwnicy, od razu poczułem się jakoś inaczej. Nie miałem lęku, który mi zawsze z rana, przed wypiciem, towarzyszył. Natrafiłem zaraz na moich znajomych, którzy właśnie otwierali butelkę wina i zapraszali mnie też, abym się do nich przyłączył. Minąłem ich jednak i poszedłem do parku. Usiadłem na ławce i zacząłem kręcić papierosa. Jak wielkim zdziwieniem był dla mnie fakt, że nie trzęsły mi się ręce. Przed chwilą odmówiłem wina, ręce mi się nie trzęsą, nie mam żadnego kaca. „Boże! Jeżeli to jest Twoja odpowiedź na wczorajszą modlitwę, to proszę jeszcze o jedno. Spraw, żebym już więcej nie palił”.

Tam na ławce, spaliłem ostatniego papierosa. Nigdy też nie wróciłem do alkoholu. Jezus dał mi całkowitą wolność. Następnie, po kilku dniach, mogłem pierwszy raz od dwóch lat położyć się w normalnym łóżku, przykryć kołdrą, a pod głową mieć normalną, czystą poduszkę. Otrzymałem swoje mieszkanie. Po jedenastu dniach miałem już pierwszą swoją pracę. Gdzie? W sklepie z alkoholem. Ale alkohol już mnie nie interesował. Po miesiącu dostałem pracę w swoim zawodzie i tak Bóg zaczął pomagać mi w wędrówce do góry.

Od tamtego momentu upłynęło już 26 lat. Bóg wiele dokonał w moim życiu, ale to co najlepsze jest jeszcze przede mną. Dzisiaj mogę powiedzieć z całą stanowczością, że Jezus jest Synem Bożym. On żyje i On chce nawiązać z tobą relację przyjaźni (jeżeli jeszcze takiej nie masz). On jest rozwiązaniem wszystkich twoich problemów. On czeka na twoją decyzję, abyś Go zaprosił do swojego życia. Kiedy to już się stanie, On zmieni twoje życie. Jak może się to dokonać? Przez modlitwę. Oto przykład:

„Panie Jezu. Potrzebuję Ciebie. Wierzę, że jesteś Synem Bożym. Umarłeś na krzyżu za moje grzechy. Proszę Cię teraz, abyś wybaczył mi wszystkie moje winy. Przyjmuję Ciebie jako mojego Zbawiciela i Pana. Proszę o Twoje kierownictwo w moim życiu. Uczyń mnie takim, jakiego mnie pragniesz”.

Henryk Krzosek
Dorfstr. 40, Schwennenz
17322 Grambow
Tel.: 606 59 64 59;
015734641731 (Niemcy)
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Centrum Nowej Ewangelizacji

im.  Świętego Jana Pawła II
Witkowo Drugie
ul. Starowiejska 37
73-102 Stargard

Dyrektor Centrum Nowej Ewangelizacji

ks. Jan Kruczyński
tel. +48 500 441 915
e-mail: jankruczynski@gmail.com

Nr konta bankowego

Jan Kruczyński
55 2490 0005 0000 4000 7145 3034

Biuro

Tel:  +48 513 019 422
e-mail: biuro@cne24.pl